cover

Dove Ellis

Blizzard

05 grudnia 2025

Marcin Bieniek

Bo czasem jest tak, że na najciekawszy debiut roku trzeba czekać do grudnia.

Rozbawiło mnie kiedy zobaczyłem, jak niektóre redakcje już na początku listopada zaczęły ogłaszać płytowe podsumowania roku. Jeszcze was ktoś zaskoczy - śmiałem się w duchu. No i wyszło na moje. Dokładnie 5 grudnia, pochodzący z irlandzkiego Galway 22-letni Thomas O’Donoghue, nagrywający jako Dove Ellis, wydał swój debiutancki krążek Blizzard. Każdy ranking podsumowujący rok 2025 w muzyce, który nie ma go na liście, można spokojnie pominąć.


Dove Ellis dosyć długo zbierał się za wydanie płyty. W 2022 roku wydał pierwszego singla… ale nie był z niego zadowolony i usunął go z sieci. Przełom przyszedł dwa lata później. Muzyk przeprowadził się do Manchesteru, gdzie zaczął regularnie grać w lokalnych pubach. Jesienią 2024 roku zarejestrował utwory To The Sandals i Love Is. I nagle poczuł, że brzmi to, jak początek albumu. 


Dwie piosenki wystarczyły, by o Dove Ellisie zaczęło robić się głośno. Nagle z małych pubów w Manchesterze muzyk przeniósł się do klubów w Londynie, a jesienią pojawił się w roli supportu na amerykańskiej trasie Geese. Porównania wokalu Ellisa do Camerona Wintera będzie często pojawiać się w recenzjach, ale zdecydowanie bliżej mu do równie ekspresyjnego, ale subtelniejszego głosu Jeffa Buckleya. 


Ciekawy głos to jedno, ale siłą albumu Blizzard są przede wszystkim piosenki. Pierwsza połowa płyty, to piękny zestaw wyróżniających się utworów, który rozpoczyna interesująco rozwijający się i przypominający bogate kompozycje Grizzly Bear Little Left Hope. Dalej mamy balladę Pale Song, w duchu ostatniej płyty Sama Fendera, po której dosłownie wybucha ekstatyczny utwór Love Is. I to właśnie w tym momencie przepadłem. To dla mnie jeden z najlepszych momentów w muzyce gitarowej 2025 roku.


Druga połowa albumu delikatnie zwalnia, ale nadal można trafić tu na kilka interesująco zaaranżowanych utworów, jak wspomniany To The Sandals. Dove Ellis na żywo występuje jako trio, ale na płycie nie oszczędza gitar. Dzięki temu z każdym kolejnym odsłuchem odkrywałem coś nowego. Blizzard, to dla mnie zdecydowanie najciekawszy debiut 2025 roku.