fot. Shervin Lainez
Z liderem Wilco rozmawiam o jego najnowszym solowym albumie, a także dziecięcej kreatywności, proroczych wizjach na "Yankee Hotel Foxtrot" i byciu Amerykaninem w trudnych czasach.
Marcin Bieniek - 31 stycznia 2026
Przeczytałem w twojej książce How to Write One Song, że lubisz dobierać słowa w nietypowe pary. Tytuł twojego nowego albumu Twilight Override (przeczytaj recenzję), dobrze to oddaje.
Początkowo chciałem wydać trzypłytowy album, który nazywałby się Tripple Rainbow. Lubię bawić się językiem. Uważam, że brzmienie poszczególnych słów, niesie za sobą pewne dodatkowe znaczenie, poza znaczeniem samego słowa. A kiedy zestawisz ze sobą dwa wyrazy, na pierwszy rzut oka nie pasujące do siebie, często powstaje z tego zwrot lub fraza, która jest zupełnie zaskakująca. Nawet jeśli wydaje się absurdalna, to nasz umysł stara się nadać jej sens.
Kiedy po raz pierwszy przeczytałem, że wydajesz 3-płytowy album, pomyślałem, że dostaniemy 10 świetnych piosenek, 10 niezłych i 10 wypełniaczy. Tymczasem Twilight Override, to bardzo mocny materiał - od początku do końca.
Bardzo łatwo mógłbym ograniczyć się do 10 najlepszych piosenek albo wypuścić ten album jako trzy osobne wydawnictwa. Ale kiedy opowiedziałem o swoim początkowym pomyśle mojemu zespołowi i menadżerowi, nikt nie próbował mnie stopować. Zawsze czuję się dziwnie mówiąc mój menadżer, ponieważ tak naprawdę sam jestem dla siebie menadżerem. Jednak od lat współpracuję z zaufaną grupą ludzi, z którymi konsultuję wszystkie pomysły.
To nie pierwszy raz, kiedy wydajesz kilkupłytowe wydawnictwo. Zdarzyło ci się to już z Wilco w 1996 roku, przy albumie Being There. Wtedy jednak wytwórnia nie była tak pozytywnie nastawiona do tego pomysłu.
Tak, wtedy było znacznie trudniej. Od zawsze byłem ambitny i pisałem dużo piosenek. W przypadku Being There czułem, że te utwory muszą być wydane razem, w takiej właśnie formie - czy ktoś mi na to pozwoli, czy nie. Nie chciałem ich przechowywać na później. Jestem wielkim fanem literatury. Zauważyłem, że czytając długą książkę, jej treść oddziaływuje na mnie w inny sposób, mój umysł jest zanurzony w opowieści. Długie albumy działają na nas podobnie.
Ogłaszając Twilight Override, wydałeś krótki manifest, w którym napisałeś: Kiedy staniesz po stronie tworzenia, automatycznie stawiasz się przeciwko destrukcji. (…) Kreatywność pożera ciemność. Czym dla ciebie jest ta ciemność?
Wielu ludzi, podobnie jak ja, zmagała się z depresją. Bardzo ciężko odnaleźć się w świecie, kiedy nie jesteś do końca sobą, utraciłeś energię i chęć do życia. Właśnie tym jest dla mnie ciemność. Ponadto żyjemy w czasach, w których dookoła nas dzieje się wiele złego. To także może wpłynąć na naszą niechęć do życia. W USA przeżywamy obecnie bardzo trudny moment w historii. Dotarła do nas ciemność, którą przez lata obserwowaliśmy z daleka, w innych częściach świata.
Jaką rolę pełni w tym wszystkim sztuka?
Wydaje mi się, że tworząc sztukę sprawiasz, że świat staje się lepszym miejscem. Każdy pojedynczy akt kreacji pokazuje, że możesz tworzyć coś z niczego, możesz nadawać światu sens.
Wspomniałeś, że to trudny czas dla was Stanów Zjednoczonych. Patrząc na kilka poprzednich dekad, naprawdę sytuacja jest obecnie tak ciężka?
I tak, i nie. Patrzenie na cierpienie ludzi i brak możliwości wpływu na decyzje, które są ewidentnie złe, jest bardzo bolesne. Wiele osób w moim wieku, po prostu dostosowuje się do nowych czasów, nawet jeśli nie o takim świecie marzyli. Moim zdaniem powinieneś zacząć od zmian w swoim otoczeniu. Trzymaj się blisko przyjaciół, rodziny i dbaj o swoją lokalną społeczność. Na tym od zawsze się skupiałem, poza materialnymi formami pomocy. Moja rodzina wspiera organizacje walczące z ubóstwem w Chicago. Staram się być odpowiedzialnym obywatelem.
Na Yankee Hotel Foxtrot, po raz pierwszy w życiu chciałem zmierzyć się z pytaniem, co to znaczy być Amerykaninem.
A czy wydaje ci się, że masz w sobie album, który w jakiś bezpośredni sposób opowiadałby o aktualnej sytuacji w USA? Dla wielu Yankee Hotel Foxtrot Wilco, który początkowo miał ukazać się 11 września 2001 roku (ostatecznie wyszedł pół roku później), był w jakimś stopniu proroczy. Dwie wieże na okładce, do tego teksty, w których śpiewasz: Tall buildings shake / Voices escape, singing sad, sad songs.
Nie jestem jasnowidzem. W tamtym czasie wszyscy boleśnie przeżywaliśmy atak na World Trade Center i kiedy płyta się ukazała, wielu ludzi odnalazło w niej pocieszenie. To tak samo, gdy masz złamane serce, włączasz radio i nagle okazuje się, że każda smutna piosenka jest o tobie.
Na Yankee Hotel Foxtrot, po raz pierwszy w życiu chciałem zmierzyć się z pytaniem, co to znaczy być Amerykaninem. Z jakimi ideami i moralnością się to wiąże? Co stoi za tym konceptem, który przecież tak naprawdę nie istnieje w naturze - kraje, flagi i konstytucje to wszystko rzeczy stworzone przez człowieka.
Nagrywam płyty, wypuszczam je w świat i reszta należy już do słuchaczy. Staram się nie pisać utworów tylko o sobie, ale próbuję uchwycić moment, w którym powstają. Kto wie, może za dziesięć lat ktoś przesłucha Twilight Override i uzna, że ten album doskonale opowiada o dzisiejszych czasach.
To właśnie urok tworzenia tekstów. Czasem po jakimś wydarzeniu czy ważnej zmianie w życiu, słuchacze odnajdują w piosenkach nowe dla nich znaczenia. Większość albumów, które są dla mnie ważne, odkryłem wiele lat po ich premierze.
Czy przy Yankee Hotel Foxtrot po raz pierwszy poczułeś, że sposób jaki materiał jest zmiksowany, może tak mocno wpłynąć na charakter piosenek? Jim O’Rourke nadał tej płycie niezwykłego kształtu.
Jim zdecydowanie zmienił moje życie i to w jaki sposób patrzę na sztukę. Nauczyłem się od niego bardzo wiele na temat tworzenia i aranżowania piosenek. Wywodzę się z zupełnie innej szkoły. Dla mnie płyta musiała po prostu dobrze brzmieć. Ale wtedy spotkałem Jima, który studio nagraniowe traktuje jako ważne narzędzie i instrument. Jest przy tym bardzo innowacyjny, nie stara się odtwarzać patentów z przeszłości.
Zaczynałeś solową karierę w pojedynkę, ale dziś, po kilku albumach, twój solowy zespół tworzy kilka osób, w skład które wchodzą także twoi synowie - Spencer grający na perkusji i Sammy grający na syntezatorach. Czy od zawsze interesowali się muzyką?
Od zawsze razem hałasowaliśmy. Za każdym razem gdy grałem przy Sammym, dołączał do mnie - uderzał w różne przedmioty i śpiewaliśmy razem. To było dla niego naturalne. Inni ojcowie zabierali swoje dzieci na boisko, a my tworzyliśmy razem dźwięki. Nie wiedziałem tylko czy w przyszłości będzie chciał się tym zająć profesjonalnie.
Z tytułu piosenki, która trafiła na twój nowy album wiemy, że Lou Reed Was My Babysitter. A kto muzycznie wychował twoje dzieci?
Myślę, że mimo wszystko Wilco. Szczególnie dla Spencera. Za każdym razem gdy wyjeżdżałem w trasę, oglądał moje nagrania na żywo. Obaj moi synowie podkreślają, że Wilco jest ich ulubionym zespołem. Co mogę na to poradzić.
Czy któraś z twoich piosenek zaczęła się jako kołysanka dla nich?
Wydaje mi się, że Muzzle of Bees. Kiedy byli mali raczej śpiewałem im jazzowe standardy, jak I'm Beginning to See the Light.
W 2014 roku ukazał się album Sukierae, to wasz pierwszy wspólny projekt. Kiedy wpadliście na pomysł nagrania wspólnej płyty?
Kiedy Spencer podrósł, to często wpadał do naszego studia zaraz po szkole. Pewnego razu, gdy pracowałem nad piosenką dla Mavis Staples, spytałem go czy nie dograłby perkusji. Już w pierwszym podejściu wymyślił coś świetnego. Od tamtego momentu został moim muzykiem sesyjnym.
Później doszedł do nas Sammy. Jest świetnym wokalistą, który mocno interesuje się też grą na klawiszach i programowaniem syntezatorów. Tworzy sporo własnej muzyki. Właśnie nagrał album, który będzie dla ludzi sporym zaskoczeniem.
Wydaje mi się, że dzieci mają w sobie naturalną kreatywność, a świat robi wszystko, by wybić im ją z głowy.
Chciałbym na moment wrócić do twoich książek. Napisałeś ich kilka, w tym bardzo osobiste wspomnienia Let’s Go (So We Can Get Back). Czy twoje doświadczenie jako autora piosenek pomogło ci jakoś przy pisaniu książek?
W książce o której wspominasz opisałem wszystkie osobiste tematy, które z różnych powodów nie pojawiły się w moich piosenkach. Starałem się przy tym być najbardziej zrozumiały jak to tylko możliwe. To miało być przeciwieństwo poezji. Przy jej pisaniu pomogła mi codzienna rutyna. Czasem udało mi się napisać kilka stron, czasem rozdział. Nim się spostrzegłem miałem już całą książkę.
W How to Write One Song znalazłem wiele inspirujących cytatów na temat tworzenia. Jeden z moich ulubionych brzmi: Spróbuj czasem przypomnieć sobie co miałeś w głowie, kiedy jako małe dziecko malowałeś godzinami i cały zatracałeś się w tym malowaniu.
Tak, wydaje mi się, że dzieci mają w sobie naturalną kreatywność, a świat robi wszystko, by wybić im ją z głowy. Kreatywność nie jest doceniana w świecie, w którym panuje porządek, ludzie muszą pojawiać się na czas w pracy i wykonywać zadania narzucone im z góry. Twórcze działania, nie zawsze są pożądane w systemie, w którym żyjemy. Wydaje mi się, że system edukacji jest zaprojektowany tak, by rozwijać kreatywność, ale tylko w pewnych granicach.
W USA system edukacji chyba nie działa aż tak źle.
Nie jest idealny, ale faktycznie mamy sporo różnych modeli szkół do wyboru. Moje dzieci miały to szczęście, że chodziły do szkoły Montessori. Zachęcano je tam do twórczej nauki.
Wasze studio The Loft (siedziba Wilco w Chicago) musiała być najlepszą salą zabaw Montesorii dla nich.
Dzięki temu, kiedy po raz pierwszy zobaczyły syntezator nie wystraszyły się go, tylko natychmiast zaczęły na nim grać. Dzieci, jeszcze zanim wejdą w wiek, w którym zaczynają przejmować się tym, jak oceniają je inni, mają w sobie naturalną potrzebę zajmowania się różnymi rzeczami. Robią to dla samych siebie, a nie po to by pokazać innym kim są.
Na koniec pytanie, które zawsze chciałem ci zadać. Co czuje muzyk stojący przed 50 - 60 tysiącami słuchaczy, który zaczyna koncert i na scenie częściowo pada zasilanie.
(Po chwili zastanowienia) Chodzi ci o nasz koncert na festiwalu Primavera?
Tak, w 2010 roku.
O czym myślałem? Pewnie o tym co zawsze w takiej sytuacji - by nie zmarnować tej okazji. Zróbmy coś razem, coś co sprawi że poczujemy się połączeni. Wtedy, z tego co pamiętam, zagraliśmy akustyczną wersję Via Chicago.
Dokładnie i był to jeden z najlepszych koncertów jakie widziałem.
Cóż, tak zazwyczaj jest, gdy rzeczy nie idą po naszej myśli - zapamiętujemy je na dłużej.
Posłuchaj
Najnowsze recenzje
Najnowsze artykuły