Strona główna/Recenzje/Fontaines D.C. - Dopamine Chamber
Fontaines D.C. - Dopamine Chamber
8

Recenzja płyty

Fontaines D.C.

Dopamine Chamber

Wydawca: XL RECORDINGS / Sonic Records

15 października 2026Marcin Bieniek

Gitarowy zespół u szczytu popularności nagrywa album na własnych zasadach. Brzmi znajomo?

Nie jestem przesadnym fanem Fontaines D.C., ale z fascynacją obserwuję, w jakim tempie grupa, która debiutowała w 2019 roku, rośnie, rozwija się i z płyty na płytę umiejętnie wymyka się oczekiwaniom słuchaczy, w tym wyżej podpisanego.


Po Dogrel czekałem na kolejne Boys in the Better Land, ale na wydanym zaledwie rok później A Hero’s Death dostałem coś znacznie lepszego - ciekawie zaaranżowane, złożone gitarowe numery jak Televised Mind (który fenomenalnie zabrzmiał na OFF Festivalu). Na Skinty Fia liczyłem na jeszcze więcej gitar, ale obok nowofalowej psychodelii pojawiły się melodie, dzięki którym zespół zaczął docierać do szerszego grona odbiorców. Ich poprzednia płyta Romance, w świecie, w którym ambitnych gitarowych albumów z mocnymi singlami nie wydaje już prawie nikt, do dziś błyszczy jak diament. Pojawiło się jednak pytanie: w którą stronę pójdą po tak dużym komercyjnym sukcesie?


Ku mojemu zaskoczeniu Fontaines D.C. na Dopamine Chamber postanowili nie ścigać się z popularnością In the Modern World czy Favourite i nagrali materiał do jakiego przywyczaili nas na wcześniejszych wydawnictwach, gdzie skupiali się na rozwijaniu swojego brzmienia. Poza Marianne i brzmiącym jak klasyczny bondowski przebój Where Is Gone? z Rosalíą, niewiele jest tu piosenek o wyraźnym singlowym potencjale. Słychać za to dużo nowych muzycznych inspiracji, które idą w parze z bardzo wyrazistym konceptem ujętym w tekstach.


Nie da się tu uciec od skojarzeń z drogą jaką w drugiej połowie lat 90. przeszli Radiohead. Twórcy Karma Police, na przekór swojej popularności i oczekiwaniom słuchaczy, po wielkim komercyjnym sukcesie nagrali Kid A i Amnesiac - dwa zupełnie zaskakujące eksperymentalne wydawnictwa. Dopamine Chamber nie jest tak radykalny w warstwie muzycznej, ale tekstowo nawiązuje do tematów poruszanych przez Thoma Yorke'a na OK Computer - strachu przed światem, który staje się coraz bardziej technologiczny, w którym rzeczy dzieją się szybciej, niż jesteśmy w stanie je przetworzyć. Dopamine Chamber jest raportem już z samego środka tej cyfrowej matni, w którym z małego ekranu smartfona jesteśmy zachęcani do porzucenia odpowiedzialności i pozwolenia na to, by ktoś inny zajął się naszą wyobraźnią. - jak podaje zespół w zapowiedzi płyty. Dalej padają słowa: - Zastanawiamy się nad tym, dokąd uciekamy - w hedonizm, fantazje, kosmetyczną perfekcję, wieczną młodość i ciągłe odświeżanie ekranu.


Koncept ten jest na Dopamine Chamber konsekwentnie eksplorowany w muzyce i tekstach. Pracując nad albumem, Carlos O’Connell rozbudował swój zestaw syntezatorów, a gitarzysta Conor Curley szukał brzmień, które nie kojarzyłyby się z ich wcześniejszymi płytami. Wbrew zapowiedziom to nadal bardzo gitarowy album - Happy for You czy Demolition mógłby spokojnie znaleźć się na Skinty Fia - jednak jego atmosferę zdominowały inspiracje chłodną, industrialną elektroniką. Słychać to od otwierającego Six Shot Morning, w którym mechaniczny puls nasuwa skojarzenia z Nine Inch Nails i She’s Lost Control Joy Division, przez One Man, w którym dźwięki syntezatora rodem z wczesnych płyt Dead Can Dance, tworzą bardzo przejmujący obraz, po zamykający całość Intimate - chyba najbardziej progresywny numer w dorobku zespołu. 


Jeśli chodzi o teksty, to są one spójne z kierunkiem opisanym w zapowiedzi płyty. Już w Marianne pada mocne: Understand this is your life / You can go on dreaming / You can go under the knife. Słychać w tych słowach niepokojącą obietnicę ucieczki - w marzenia, cudze wyobrażenia o szczęściu, a nawet zmianę własnego ciała. W Six Shot Morning Dolina Krzemowa i prywatny samolot sąsiadują z fantazją o życiu trwającym milion lat. To wizja świata, w którym pieniądze i technologia mają nas uwolnić od wszelkich ograniczeń, także śmiertelności. Z kolei w One Man, w którym Grian śpiewa Dopamine chamber just trying to kill the pain / You can’t escape the feeling once you’ve given it a name, widzimy człowieka rozdartego między potrzebą uczestniczenia w świecie a pokusą odcięcia się od niego.


Być może ta refleksja nad miejscem człowieka w dzisiejszym świecie ma związek z podróżą po Europie, podczas której wokalista pisał teksty na płytę. Grian odwiedzał muzea w Wiedniu i Wenecji, zachwycając się europejską sztuką i nauką. Część wokali powstała podczas jego pobytu w Palermo, gdzie dołączył do niego producent albumu, James Ford. Nagrywali w wynajętym mieszkaniu, w prowizorycznej kabinie z materacy i poduszek. Na płytę trafiły też odgłosy otoczenia - w końcówce One Man pojawiają się głosy dzieci bawiących się przed pobliską katedrą.


Na Dopamine Chamber wyraźnie słychać, że zespół nie próbuje powtórzyć sukcesu poprzedniej płyty za pomocą tych samych środków. Popularność dała mu przestrzeń do realizacji nowych, ambitnych pomysłów - i Fontaines D.C. z tej przestrzeni korzystają.

Dodaj swoją opinię

Twoja ocena

Ładowanie komentarzy...

Jeszcze
więcej
muzyki

Relacje wideo z koncertów, najnowsze single i premiery płytowe, konkursy - to wszystko znajdziesz na naszym profilu na Instagramie.

zajrzyj na Instagram →

Prywatność i cookies

Używamy niezbędnych plików cookie do prawidłowego działania strony. Za Twoją zgodą możemy również korzystać z cookies analitycznych, które pomagają nam zrozumieć, jak użytkownicy korzystają z naszego portalu. Polityka prywatności