"Kreatywność jest kluczem" - wywiad z Francis of Delirium

fot. Shade Cumini

Zaczynali od nagrywania w piwnicy, a dziś dzielą sceny z Kings of Leon i Alanis Morissette. Francis of Delirium, to inspirujący się amerykańską sceną indie zespół z Luksemburga, który niedawno wydał drugi, bardzo udany album. O szczegółach wydawnictwa oraz tym jak budować karierę w erze mediów społecznościowych, porozmawiałem z liderką zespołu Janą Bahrich.

Początki twojego zespołu brzmią trochę jak scenariusz filmowy.


Zaczęłam pisać i grać piosenki, kiedy miałam 15 lat. Francis of Delirium pojawiło się kilka lat później. Chodziłam na zajęcia pozalekcyjne, na których uczyliśmy się coverów Queens of the Stone Age i Pearl Jam, a potem występowaliśmy przed publicznością. Zobaczyłam na Snapchacie znajomego, który grał na żywo w barach na mieście, i pomyślałam, że fajnie byłoby też spróbować.


Chris Hewitt, który prowadził te zajęcia, miał studio w piwnicy. Po próbach zaczęliśmy razem jamować i nagrywać. Wszystko jakoś naturalnie się z tego rozwinęło.


Pochodzisz z Kanady, ale zespół założyłaś w Luksemburgu z Chrisem, który dorastał w Seattle w latach 90. Jak bardzo wpłynęło to na wasze brzmienie, wyraźnie inspirowane amerykańską alternatywną sceną gitarową tamtej dekady?


Chris mieszkał w Seattle, kiedy pojawiały się Candlebox i cała reszta zespołów grających grunge. Bardzo mi to imponowało, bo byłam wielką fanką Pearl Jam i Nirvany. Kiedy dorastałam, moja mama często puszczała Nirvanę i podobną muzykę, a ja godzinami oglądałam na YouTubie nagrania koncertów tych zespołów. Ta muzyka stała się fundamentem, na którym mogliśmy budować nasze brzmienie i wspólnym punktem odniesienia.


Zanim w 2024 roku ukazał się wasz debiutancki album Lighthouse, wydaliście kilka EP i singli. Czy ten format był dla was ważnym sposobem na przedstawienie się słuchaczom?


Pierwszą EP-kę Francis of Delirium wydałam wyłącznie z myślą o konkursie zespołów. To był zresztą jeden z powodów, dla których w ogóle założyłam ten projekt. Zapytałam Chrisa, czy chciałby grać w moim zespole, a potem napisałam pięć pierwszych piosenek, żebyśmy mieli z czym wystąpić na festiwalu. Ostatecznie trafiły na nasze pierwsze wydawnictwo.


Wszystko rejestrowaliśmy w studiu, które Chris urządził w piwnicy. Nie mieliśmy tam zbyt wiele miejsca i sam zestaw perkusyjny oraz mikrofon do wokalu znajdowały się w pralni. Musiałam więc włączyć nagrywanie na komputerze i szybko biec do pralni, żeby zdążyć na początek piosenki.


Trochę jak Joy Division - słyszałem, że perkusję na Unknown Pleasures Stephen Morris nagrywał na dachu studia.


To ma sens, bo na zewnątrz można uzyskać bardzo ciekawe brzmienie bębnów. Słyszałam też, że Tame Impala nagrywali w ten sposób. Myślę, że to dobre rozwiązanie, o ile nikogo przy tym nie wkurzysz.


Mieliście z tym jakieś problemy?


Tak, w Luksemburgu raczej by to nie przeszło. Kręciliśmy teledysk na zewnątrz i po jakichś pięciu minutach pojawiła się policja, a sąsiedzi byli niezadowoleni. Musieliśmy więc nagrywać w ciągu dnia i w miarę możliwości unikać grania na akustycznej perkusji.

Lubię to wyzwanie: wchodzisz do sali, w której nikogo nie obchodzisz, i myślisz: Zobaczmy, czy przez te pół godziny uda nam się nawiązać kontakt

Choć nagrywaliście w domowych warunkach, zupełnie tego nie słychać na waszych płytach. Przy miksach debiutanckiego albumu Lighthouse pracowała z wami Catherine Marks, producentka boygenius. Przy drugim albumie Run, Run Pure Beauty pomógł wam Nicolas Vernhes, który współpracował z Deerhunter i Silver Jews. Jak wspominasz pracę z nim?


Było świetnie. Nicolas mieszka w Kalifornii, a ja podczas miksowania albumu byłam w Brukseli, więc było to dla mnie nowe doświadczenie. Zwykle, kiedy dostaję miksy od kogoś z Wielkiej Brytanii, przychodzą rano. Mogę ich wtedy posłuchać ze świeżą głową i przekazać swoje uwagi.


Tym razem trochę gonił nas też czas, bo musieliśmy przygotować materiał do wydania na winylu. Ponieważ Nicolas był w Kalifornii, miksy docierały do mnie pod koniec dnia. To trochę miesza w głowie, bo po całym dniu słuchania muzyki byłam już zmęczona. Znacznie trudniej było mi ostatecznie zaakceptować miks, bo po prostu nie miałam już tak świeżego słuchu.


Ale myślę, że wykonał świetną robotę. Teraz wróciłam do słuchania tego albumu, bo od zakończenia miksów w ogóle go nie włączałam. Brzmi dobrze i jestem zadowolona z efektu. Nicolas naprawdę świetnie sobie poradził, a współpraca z nim była przyjemnością. Wspaniale pracuje się z ludźmi, którzy szczerze ekscytują się twoimi piosenkami i którym naprawdę na nich zależy.


Od samego początku dużo nagrywacie, ale też koncertujecie. W 2022 roku zagraliście pierwszą trasę po USA u boku The Districts. Występowaliście też jako support przed wielkimi gwiazdami, takimi jak Kings of Leon, Alanis Morissette i The 1975.


Uwielbiam grać przed innymi zespołami. Lubię to wyzwanie: wchodzisz do sali, w której nikogo nie obchodzisz, i myślisz: Zobaczmy, czy przez te pół godziny uda nam się nawiązać kontakt. Uważam też, że trzydzieści minut to bardzo dobry czas na występ. Możesz dać z siebie naprawdę wszystko, bez rozkładania sił na półtorej godziny czy coś takiego. Po prostu angażujesz się w pełni i oddajesz całą energię w jednym zrywie. Jak zadziała, to świetnie. Jeśli nie, trudno. Lubię to.


Bardzo podoba mi się kierunek, w którym poszła twoja muzyka na drugim albumie, Run, Run Pure Beauty. Obok gitar pojawiły się instrumenty klasyczne, które mocno zaznaczają swoją obecność już w otwierającym płytę Aliens. Słyszałem, że sama zagrałaś na skrzypcach i waltorni.


Zaczęłam chodzić na lekcje skrzypiec, kiedy miałam pięć lat, i uczyłam się przez kilka lat, więc gram na nich dość kiepsko. Musiałam użyć Auto-Tune’a na partii, którą nagrałam na płytę. Zrobiłam jakieś siedem podejść. Finalnie brzmi, jakby zagrała to najlepsza orkiestra w Budapeszcie.


To ciekawe, że mimo nauki gry na klasycznych instrumentach w dzieciństwie zachowałaś tę kreatywność i muzyczną ciekawość.


Bo kreatywność jest kluczem. Po tych kilku latach nauki znienawidziłam skrzypce. Rzuciłam je w wieku dziewięciu lat, myśląc po prostu: Nie chcę już tego robić. Na jakiś czas przestałam grać. Później chciałam spróbować puzonu, ale ktoś zaproponował mi waltornię. Zauważyłam, jak często pojawia się w muzyce filmowej i jakoś się w niej zakochałam.


Po przeprowadzce do Luksemburga zaczęłam chodzić na prywatne lekcje, żeby lepiej poznać instrument. Moja nauczycielka była świetna. Stawiała przede wszystkim na odkrywanie i zachęcała mnie do pisania własnych utworów na waltornię. Jest bardzo inspirującą i twórczą osobą. Myślę, że podchodzi do grania bardziej od strony duchowej. Sama jest bardzo zdyscyplinowana, ale nie próbowała narzucać mi tej dyscypliny.


Szczególnie podobają mi się dłuższe fragmenty instrumentalne, które pojawiają się w niektórych piosenkach, choćby w Open Up Your Mouth to Love. Tym razem kompozycje wydają się znacznie dojrzalsze.


To ciekawe, że o tym mówisz. Kiedy oddawałam album, miałam poczucie, że mogło być na nim znacznie więcej fragmentów instrumentalnych. Chciałam więcej tych dłuższych momentów, w których nie śpiewam. To jedne z moich ulubionych części płyty, na przykład ten fragment Open Up Your Mouth to Love, w którym wszystko zaczyna narastać. Naprawdę miło to słyszeć. Bardzo to doceniam.

Trudno mi się zaangażować, jeśli mam do czynienia tylko z singlem. Chcę całego świata, w który mogę wejść.

Patrząc na twoją dotychczasową karierę, można odnieść wrażenie, że rozwijała się dość tradycyjnie, zwłaszcza na tle dzisiejszych czasów, kiedy tak wielu artystów zdobywa popularność dzięki TikTokowi. Zaczynałaś od małych klubów, EP-ek i singli, stopniowo przechodząc na kolejne etapy.


Jesteśmy w innej sytuacji niż wiele zespołów, bo w Luksemburgu kultura może liczyć na wsparcie, jakiego trudno szukać niemal gdziekolwiek indziej. Oczywiście podobne rozwiązania istnieją we Francji i Kanadzie. Możemy dostawać państwowe dofinansowanie na trasy i koncerty. Bez tego po prostu nie bylibyśmy w stanie tak dużo grać, bo to bardzo kosztowne.


Mamy więc ogromne szczęście, że możemy jeździć i koncertować. Kiedy jesteś w wytwórni, potrzebujesz tej jednej piosenki, która zaistnieje na TikToku. W przeciwnym razie wytwórnia z ciebie zrezygnuje, a szansa na kolejną trasę i dalsze próby po prostu zniknie. My, tak jak powiedziałeś, mogliśmy rozwijać się stopniowo i cały czas grać koncerty.


Gracie na całym świecie, ale nadal mieszkasz w Luksemburgu. Czy jest w tym miejscu coś szczególnego?


Położenie Luksemburga pozwala nam wyjeżdżać na koncerty bez pokonywania ogromnych odległości. Możemy po prostu wskoczyć do busa i ruszyć w trasę na tydzień. Jeśli ktoś proponuje nam wspólne koncerty w roli supportu, możemy się zgodzić i jechać.


Nie wiem, czy wiele zespołów na naszym poziomie może robić to równie regularnie. Nam pozwalają na to warunki, jakie tutaj mamy. Chyba że ktoś dysponuje dużymi pieniędzmi i sam może wszystko opłacić. Bez tego budowanie kariery krok po kroku jest moim zdaniem naprawdę trudne.


Dziś wszystko wydaje się kręcić wokół singli. Czy format albumu nadal jest dla ciebie ważny?


Słucham właściwie tylko albumów, bo bardzo lubię kontekst otaczający dane dzieło. Lubię świat, który artyści budują wokół płyty - oprawę graficzną i teledyski, które razem składają się na pełną historię. Trudno mi się zaangażować, jeśli mam do czynienia tylko z singlem. Chcę całego świata, w który mogę wejść. I sama też chciałabym tworzyć coś takiego swoją muzyką.


Słyszałem, że sama odpowiadasz za oprawę graficzną swoich wydawnictw. Ma bardzo charakterystyczny styl i wydaje się rozwijać razem z twoją muzyką.


Tak, dokładnie. Potrzebuję tego połączenia między oprawą graficzną a piosenkami. Inaczej całość wydaje mi się niepełna. Francis of Delirium to dla mnie w połowie sztuki wizualne, a w połowie muzyka. Tak to widzę.


Zmienia się też twój sposób pisania tekstów. Na nowej płycie jest sporo obserwacji związanych z odwiedzanymi miejscami i spotkaniami z innymi ludźmi.


Tak, może to część dorastania - przestajesz skupiać się wyłącznie na sobie i zaczynasz bardziej patrzeć na zewnątrz. Przez te wszystkie podróże czułam też pewne oderwanie od otaczającego mnie świata, bo ciągle przenosiłam się z miejsca na miejsce.


Nie czułam się częścią miejsc, które odwiedzałam. Raczej kimś, kto po prostu na chwilę do nich trafił. To sprawiło, że zaczęłam uważniej obserwować otoczenie. Prowadzę też szkicownik i wtedy dużo więcej rysowałam, szczególnie ludzi. To również mogło wpłynąć na to, że na tej płycie jest więcej takich obserwacji.


Czujesz się częścią sceny muzycznej w Luksemburgu? Czy w ogóle można o takiej mówić?


Jest tu niewielka scena. Myślę, że jakieś dziesięć lat temu była znacznie większa, ale z czasem trochę przygasła. Bardzo chciałabym, żeby w Luksemburgu powstawało więcej zespołów, żeby młodzi ludzie wychodzili z inicjatywą i po prostu próbowali.


Może jacyś nastolatkowie pójdą w twoje ślady.


Byłoby cudownie. Jeśli ktoś zobaczy mój zespół i zainspiruje go to do założenia własnego, to będzie coś wspaniałego.

Co o tym sądzisz?

Ładowanie komentarzy...

Jeszcze
więcej
muzyki

Relacje wideo z koncertów, najnowsze single i premiery płytowe, konkursy - to wszystko znajdziesz na naszym profilu na Instagramie.

zajrzyj na Instagram →

Prywatność i cookies

Używamy niezbędnych plików cookie do prawidłowego działania strony. Za Twoją zgodą możemy również korzystać z cookies analitycznych, które pomagają nam zrozumieć, jak użytkownicy korzystają z naszego portalu. Polityka prywatności