Festiwal muzyczny z artystami, których łączy jeden element - gitara. Brzmi banalnie? A jednak, jak się okazało, można wokół tego prostego motywu zbudować ciekawy i różnorodny line-up. Organizatorom Cavatina Gitar Festival udało się pogodzić ze sobą pop z jazzem i rockiem progresywnym.
Oto kilka najciekawszym momentów tegorocznej edycji.
Wzruszająca premiera Artura Rojka
Koncert Rojka, zamykający pierwszy dzień imprezy, był pod kilkoma względami wielką niewiadomą. Czy grając z orkiestrą Cavatina Hall Artur pokusi się o jakąś zaskakującą setlistę? Czy świeżo po premierze nowego singla i zapowiedzi płyty, wykona na żywo więcej nowych utworów? Pytań miałem sporo.
Ostatecznie muzyk, poza standardowym setem, wykonał cztery kompozycje z orkiestrą, z których każda miał w sobie coś wyjątkowego. W Kot i pelikan smyczki pięknie podkreśliły delikatny charakter tego utworu. W Beksie wręcz przeciwnie - dodały piosence ognia.
Usłyszeliśmy też dwa nowe numery z orkiestrowymi aranżacjami Zbigniewa Preisnera - wydany dwa tygodnie temu singiel Gruby, mały oraz zupełnie nowy utwór o roboczej nazwie Denis Russos. I to ten drugi - brzmiący jak miks Forever and Ever Roussos z Wish You Were Here Floydów (z gilmourowską solówką na finał) - wypadł szczególnie wyjątkowo. To był ten moment festiwalu, w którym na twarzach wielu osób pojawiło się wzruszenie.
Archive zbudowali ścianę
Jadąc do Bielska-Białej na drugi dzień festiwalu, słuchałem w samochodzie albumu loveless My Bloody Valentine (podobo najgłośniejszej grupy na świecie). Zamarzyłem sobie wtedy żeby usłyszeć w Cavatina Hall (sali porównywanej do NOSPR w Katowicach) zespół, który - podobnie jak robią to My Bloody Valentine - powaliłby mnie falą dźwięku.
Płyty Archive znam bardzo dobrze, ale na żywo zupełnie mnie zaskoczyli. Nie samą setlistą czy okrojonym składem (bez perkusji występowali niedawno w Trójce), ale przede wszystkim mocą z jaką zabrzmieli w Cavatinie. Finał Daytime Come, w którym trzy gitary zlewały się w jedną potężną ścianę dźwięku, na pewno zapamiętam na długo.
Cinnamon Gum - mistrzowie retro
Cieszę się, że mogłem zobaczyć Cinnamon Gum jesienią na Inside Seaside w Gdańsku, gdzie - poza świetną muzyką - zaskoczyli mnie scenografią i tym jak pewnie czują się dużej festiwalowej scenie.
Cieszę się też, że mogłem zobaczyć zespół Macieja Milewskiego w Cavatinie, gdzie co prawda rozbudowana scenografia się nie zmieściła, ale w świetnych warunkach akustycznych grupa mogła udowodnić, że w kategorii retro soul nie mają sobie w Polsce (Europie?) równych.
Rozpędzona Amanita, przebojowe Get Back, czy będące dla mnie zupełnie nowym odkryciem Love Is In The Stereo - zespół zabrał nas w przejażdżkę po różnych emocjach. Trzymam kciuki za ich dalszy rozwój. Trasa po USA z Durand Jones należy wam się jak nic.
Teatralny Asaf Avidan
Ten koncert był dla mnie niespodzianką. Poza pojedynczymi piosenkami nie znałem wcześniej dokonań Asafa. Nie miałem też pojęcia jak wypada na żywo. I ku mojemu zaskoczeniu, choć początkowo zapowiadało się, że czeka nas szczegółowo wyreżyserowane przedstawienie, to z piosenki na piosenkę Asaf pozwalał sobie na coraz więcej swobody.
Było to słychać szczególnie w utworze Bang Bang, gdzie Asaf sięgnął po charakterystyczną bluesową gitarę i to, co do tej pory wydawało się dla niego istotne - scenografia, zaplanowane ruchy na scenie - nagle przestało się liczyć. Asaf zaserwował świetną bluesową improwizację, której nie powstydziłby się David Eugene Edwards z 16 Horsepower.
Bielsko i Cavatina - wyjątkowe miejsca
Kiedy pierwszy raz wybrałem się na festiwal filmowy Nowe Horyzonty do Wrocławia, pozazdrościłem kinomanom luksusu - seanse odbywały się w wygodnych salach kinowych, oddalonych od siebie o kilka kroków. Na festiwalach muzycznych często trzeba mierzyć się z wielkimi dystansami dzielącymi sceny, o warunkach pogodowych nie wspominając.
Cavatina Guitar Festival dostarczył mi podobnych co Nowe Horyzonty, pozytywnych wrażeń. Impreza organizowana w nowoczesnej sali koncertowej Cavatina, ulokowanej w malowniczej części Bielska-Białej, pozwala skupić się na tym, co najważniejsze - przeżywaniu muzyki. Jestem bardzo ciekawy kogo zaproszą w 2027.