Winyl miesiąca: Cool Kids of Death - 2006

Wracamy do 2006 roku i przyglądamy się kulisom powstania trzeciego albumu Cool Kids of Death, który właśnie doczekał się winylowej reedycji.

Pierwsza dekada XXI wieku była wyjątkowym udanym okresem dla polskiej muzyki alternatywnej, choć wówczas mało kto zdawał sobie z tego sprawę. Popatrzmy jednak na taki 2006 rok. To wtedy ukazała się napakowana przebojami płyta Do Mi No Pustek i Pan Planeta - ostatni duży studyjny album Ścianki. Do tego ważne drugie płyty The Car Is On Fire i Kombajnu do zbierania kur po wioskach. Pod kątem tekstów mało kto mógł równać się z depresyjno-prześmiewczym numerami Afro Kolektywu.


Rok 2006 to również moment przełomowy dla rynku koncertowego. Polska przestała być wielką czarną dziurą na mapie Europy. Swoją pierwszą trzydniową edycję w Babich Dołach zaliczył Heineken Open’er Festival, na którym zagrali Sigur Ros, Placebo, Franz Ferdinand czy Kanye West. Wystartowały też pierwsze edycje OFF Festiwalu i jednorazowego Tak Tak Summer of Music w Warszawie - z Pet Shop Boys, Daft Punk, Maximo Park i Ianem Brownem w składzie. Do tej pory zespoły, za którymi trzeba było jeździć do Berlina, w końcu zaczęły pojawiać się nad Wisłą. 


Był to też dobry moment, aby spróbować zainteresować Zachód polską muzyką. Swoich sił próbowali m.in. Myslovitz i właśnie Cool Kids of Death.


Lepsi od Dinosaur Jr.


- Zapowiadając nas powiedziano, że gramy szybko, głośno i przyjechaliśmy prosto z piekła. Nie było żadnych „buntów”, żadnych „generacji nic”. Zwyczajny gitarowy zespół. - tak Krzysztof Ostrowski, wokalista i współautor tekstów w CKOD, wspominał na łamach Teraz Rocka trasę, którą grupa zagrała jesienią 2004 roku w Niemczech u boku zespołu Mediengruppe Telekommander. Muzycy odwiedzili m.in. Hamburg i Berlin, gdzie w klubie Palast der Republik zagrali na 700 osób. 


Z pewnością perspektywa zaistnienia na Zachodzie jako anonimowy zespół, który nie musi tłumaczyć się w każdym wywiadzie z hasła generacja nic, a za którego przemawia po prostu muzyka, musiała być dla CKOD interesująca. Zwłaszcza, że mieli bardzo mocny argument w postaci dobrych piosenek, które w niczym nie ustępowała temu, co na płytach w tamtym czasie prezentowali The Hives czy The International Noise Conspiracy. 


Po zakończeniu w grudniu 2003 roku długiej trzymiesięcznej trasy Hardkor Tour, w 2004 roku grupa obrała kierunek na Europę. Latem, obok krajowych koncertów promujących film dokumentalny Generacja CKOD, formacji udało się wystąpić na festiwalach w Berlinie, Czechach i na Węgrzech. W międzyczasie muzycy pracowali nad anglojęzyczną płytą, na której oprócz mieszanki utworów z debiutu i drugiej płyty pojawiły się bonusy - znany z koncertów grupy cover Disorder Joy Division i premierowy utwór It Never Happens To Us, który później trafił także na płytę 2006. To interesujące wydawnictwo, wraz z wersją koncertową, można dziś bez problemu znaleźć na Spotify.

Winyl miesiąca: Cool Kids of Death - 2006 – zdjęcie 2

Album ukazał się jesienią w Niemczech i grupa wyruszyła w trasę. Poza wspomnianymi koncertami z Mediengruppe Telekommander, CKOD zagrali też w londyńskim klubie The Garage. Po powrocie do Polski formacja wystąpiła na wspólnych koncertach z japońską grupą Silver Onion - być może z nadzieją na rewizytę na Dalekim Wschodzie. Anglojęzyczny album ukazał się w Japonii rok później. W rozmowie z Dziennikiem muzycy przyznali, że odzew z tamtego rynku ich zaskoczył: - Nawet nieźle nam poszło, przez dwa miesiące sprzedaliśmy ponad tysiąc płyt i byliśmy na pierwszym miejscu na liście sklepu HMV, co ciekawe, w działce "punk & hardcore". Japonia to 130 milionów ludzi, zawsze się ktoś znajdzie, kto kupi naszą płytę, nawet jako ciekawostkę.


Najważniejszym momentem zagranicznych wyjazdów zespołu był bez wątpienia koncert w roli supportu The Stooges w londyńskim Hammersmith Apollo, w sierpniu 2005 roku. Był to jedyny klubowy koncert na Wyspach reaktywowanej wówczas grupy Iggy’ego Popa. CKOD, którzy cztery lata wcześniej, w mieszkaniu na jedenastym piętrze łódzkiego bloku nagrywali piosenkę Dwadzieścia kilka lat z wersem Żadnych ideałów / Tylko Iggy Pop miałby szansę, teraz mieli okazję wystąpić z legendą na jednej scenie. 


Krzysztof Ostrowski tak wspomina to spotkanie w rozmowie na kanale Imponderabilia: - Graliśmy w Hammersmith Apollo przed The Stooges, na takim koncercie, który był opisywany w biografii Iggy’ego jako chwila największego triumfu The Stooges. Byliśmy tego naocznymi świadkami. Co więcej, Iggy Pop wybrał nas zamiast Dinosaur Jr. - i dodaje - Położyliśmy ten koncert oczywiście, żeby dwa dni później w Hamburgu dla dziesięciu osób zagrać tak, że wszyscy mieliśmy poczucie, że to było to. 


Finalnie CKOD nie udało się szerzej zaistnieć na zagranicznych rynkach. Jednak zebrane wtedy doświadczenie wpłynęło na płytę 2006 - pierwszą nagraną w profesjonalnym studiu pod okiem producenta z zewnątrz. 


Zrobić krok naprzód


- Myślę, że na współpracę z polskim producentem byśmy się nie zgodzili, bo ciągle uważamy, że lepsze efekty osiągamy sami. - mówił w marcu 2006 roku wywiadzie dla Teraz Rocka wokalista zespołu. Grupa przy pracy nad swoim trzecim albumem postawiła na Tobiasa Levina, niemieckiego muzyka i realizatora, którego poznali podczas swojej pierwszej trasy koncertowej po Niemczech. 


Sam materiał na płytę powstawał długo. Nowe piosenki, takie jak 100 lat czy To nie zdarza się nam, grupa wykonywała już od dłuższego czasu na koncertach i fani wyczekiwali studyjnych wersji. Marcin Kowalski, gitarzysta zespołu, w rozmowie z Onetem wyjaśnił przyczyny opóźnienia: Tym razem chcieliśmy zrobić naprawdę fajną płytę i odpowiednio się do tego przygotować. A ponieważ podjęliśmy decyzję, że nagrywamy płytę na żywo, "na setkę", za naprawdę grube pieniądze, nie mogliśmy tego zmarnować przez pośpiech.


Sesja nagraniowa odbyła się we wrześniu 2005 roku w hamburskim studiu Electric Avenue i poprzedzona była intensywnymi próbami w Łodzi, w których udział brał Tobias Levin. Jak wypadła próba współpracy samowystarczalnego dotąd zespołu z doświadczonym zagranicznym producentem? W tym samym wywiadzie dla Teraz Rocka Ostrowski wyjaśniał - Bardzo chcieliśmy zrobić jakiś krok naprzód. (…) Było świetnie. Głównie dzięki Tobiasowi i jego doświadczeniu. Mogliśmy nie wiedzieć jak się pracuje w studiu, ale on wiedział jak się pracuje z zespołami. Dzięki jego wskazówkom wszystko szło gładko. 


Muzycznie płyta dzieli się na dwie części. Pierwsze dziewięć piosenek, to w zasadzie dziewięć wyrazistych i różnorodnych singli - każdy z nich mógłby promować ten album. Słychać tu rzeczywiście, że muzycy starali się zebrać na płycie swoje najlepsze utwory. To co bez wątpienia zaskakiwało wtedy i zaskakuje do dziś, to eksperymentalna końcówka tej płyty. Trzy ostatnie numery, w tym ambientowy Człowiek mucha i mocno psychodeliczne Niebieskie światło, obok takich utworów, jak To nie zdarza się nam, brzmią jak mocny wstrząs.


Na 2006 słychać, że zespół nie porzucił jeszcze planów o karierze międzynarodowej. Na poprzednim albumie CKOD można było odnieść wrażenie, że muzycy robili wszystko, by zepsuć brzmienie piosenek gitarami brzmiącymi jak sokowirówki. Tym razem, podobnie jak na debiucie, na pierwszy plan wróciły melodie i riffy, a brzmienie, w którym słychać nowofalowe inspiracje, stało się dużo bardziej przejrzyste. Z pewnością duży wpływ na ostateczny kształt płyty miał sam Levin, który wcześniej wyprodukował kilka ważnych dla niemieckiej alternatywy płyt, w tym The Amateur View The Rococo Rot czy Tocotronic Tocotronic.

Winyl miesiąca: Cool Kids of Death - 2006 – zdjęcie 3

20 lat później


Reedycja albumu, wydana w tym roku przez Sony Music Poland, ucieszyła mnie podwójnie. Po pierwsze mogłem uzupełnić kolekcję o ulubiony album CKOD na winylu. I mówimy tu o naprawdę dobrze wykonanym wznowieniu. Mamy tu wszystko, o czym można zamarzyć: rozkładany gatefold ze zdjęciami, podwójną wkładkę z tekstami i przeźroczysty winyl, który brzmi naprawdę dobrze. Do pełni szczęścia zabrakło może jakiegoś bonusu, małej 7” z niewydanym utworem, jak miało to miejsce przy reedycji debiutu (np. Słońce nad miastem grane w tamtym czasie na koncertach).


Wznowienie to okazało się też dobrą okazją do sprawdzenia, jak ten materiał broni się po latach. I już po pierwszym odsłuchu reedycji albumu 2006 byłem w lekkim szoku, jak bardzo aktualne są teksty zebrane na tej płycie. 


Pamiętam kiedy 20 lat temu usłyszałem po raz pierwszy piosenkę Skandal. To świetny gitarowy numer, w którym Ostrowski idealnie trafił w moje nastoletnie rozterki: Przymus, presja, kwestia akceptacji / spróbuj się wyłamać / Chociaż wiesz, że nie masz racji. Podobnego problemu dotyczy numer Hej chłopcze. No i jak tam kwestia akceptacji w 2026 roku? Radzimy sobie lepiej? A może dorzuciliśmy środków, platform i mediów, które jeszcze bardziej komplikują sprawę?


Równie celnie rzeczywistość opisuje Kuba Wandachowicz, basista i współautor tekstów CKOD. W piosence Jedz sól dostaje się fałszywej wizji świata kreowanej przez reklamy (Cud ze snów się ziścił / Wszyscy wygrali i skończył się wyścig). No i jest jeszcze Megapixel - fantastyczny tekst o zagubieniu we współczesnym świecie, opisany językiem technologicznego przeciwnika, w którym każdy wers zaskakuje inteligentną grą słów (Jak martwe hiperłącze / funkcjonuję źle). 


Siłą tekstów CKOD na 2006 jest to, że są dalekie od ideologii i skupiają się na dosadnym opisywaniu tych aspektów naszej rzeczywistości, w których coś nie gra, coś się nie zgadza. To dokument swoich czasów, który pokazuje, że problemy roku 2006 nie zniknęły — jedynie się nawarstwiły. Dlatego 2006 pozostaje jedną z najważniejszych płyt polskiej muzyki alternatywnej XXI wieku. Tym bardziej cieszy fakt, że album doczekał się tak udanego winylowego wznowienia.

Co o tym sądzisz?

Ładowanie komentarzy...

Jeszcze
więcej
muzyki

Relacje wideo z koncertów, najnowsze single i premiery płytowe, konkursy - to wszystko znajdziesz na naszym profilu na Instagramie.

zajrzyj na Instagram