Strona główna/Recenzje/The Strokes - Reality Awaits
The Strokes - Reality Awaits
6

Recenzja płyty

The Strokes

Reality Awaits

24 lipca 2026Marcin Bieniek

Czego oczekiwać od zespołu, który na debiucie wyłożył wszystkie karty?

W tym roku mija 25 lat od premiery Is This It - albumu o którym w dniu premiery pisano, że zmieni świat. Co ciekawe, mimo upływu czasu i kilku słabszych momentów w dyskografii, The Strokes wciąż są na topie. Świadczy o tym zarówno dobre przyjęcie ich poprzedniej płyty The New Abnormal z The Adults Are Talking - pierwszym hitem grupy od lat - jak i tempo w jakim wyprzedają kolejne trasy koncertowe. Mam też wrażenie, że od zespołu wciąż oczekuje się kolejnej rewolucji, która ponownie odmieni rockową scenę. Ale to chyba nie ten adres.


Owszem, osobiście też liczę na to, że The Strokes nagrają jeszcze płytę, na której - chociażby tak jak Red Hot Chili Peppers na Californication - zredefiniują swoje brzmienie, nie odcinając się jednocześnie od korzeni. O tym, że mają na to papiery, nie trzeba nikogo przekonywać - Julian Casablancas, odpowiedzialny za kształt trzech pierwszych albumów The Strokes, pisze świetne piosenki, a od jakiegoś czasu wspierają go w tym także koledzy z zespołu. W przeszłości zdarzały się The Strokes utwory ciekawe i nieoczywiste, jak Call It Fate, Call It Karma  z płyty Comedown Machine czy Ode to the Mets zamykający poprzedni album grupy. Czego do tej pory brakowało? Impulsu - najlepiej z zewnątrz - który pchnąłby zespół na nowe tory.


Reality Awaits to drugi album The Strokes nagrany z Rickiem Rubinem - dla jednych geniuszem, dla innych przecenionym producentem - który, co by nie mówić, na The New Abnormal pomógł zespołowi odświeżyć brzmienie i poukładać całość w taki sposób, że dostaliśmy najciekawszy album The Strokes od czasów First Impressions of Earth. Bez rewolucji, bez zaskoczeń, ale z kilkoma naprawdę mocnymi punktami. 


No i właśnie. Na Reality Awaits zwyczajnie brakuje choć w połowie tak dobrego numeru, jak The Adults Are Talking czy Selfless, który poniósłby tę płytę i został ze słuchaczem na dłużej. Mamy aspirujące Dine N’Dash czy niemal autoplagiat 12:51 w postaci Going to Babble On, ale to zdecydowanie za mało. Do tego pojawiający się w kilku utworach niepotrzebny auto-tune, który odwraca uwagę od największych zalet piosenek (jak w singlowym Going Shopping czy Lonely in the Future - a przecież to mógłby być naprawdę świetny numer). Tak wiem, słuchałem The Voidz i tam wokal Casablancasa ładnie zgrywa się z tym efektem. W The Strokes wolę go jednak w wersji brudnej i garażowej.


O dziwo najlepiej w całym tym zestawie wypada sześciominutowy Falling out of Love, który rozwija się naprawdę pięknie. To z pozoru senny i rozwlekły utwór, w którym gdzieś w tle, za przejmującym falsetem Juliana, bardzo wiele się dzieje. Trudno się od tego numeru oderwać.


Generalnie uważam, że Rich Rubin wykonał dobrą robotę, bazując na materiale jaki miał do dyspozycji. Brzmienie Reality Awaits jest głębokie, a utwory są interesująco zaaranżowane. Brakuje jednak mocnych piosenek i z tego powodu niestety daleko tej płycie do równania się z najlepszymi wydawnictwami grupy. Reality Awaits dołączy raczej do Angels i Comedown Machine - albumów po które nawet sami The Strokes rzadko kiedy sięgają na koncertach. Dla mnie to krok w tył po całkiem udanym The New Abnormal.

Dodaj swoją opinię

Twoja ocena

Ładowanie komentarzy...

Jeszcze
więcej
muzyki

Relacje wideo z koncertów, najnowsze single i premiery płytowe, konkursy - to wszystko znajdziesz na naszym profilu na Instagramie.

zajrzyj na Instagram