Kiedy wydawało się, że Interpol nie wrócą już do dawnej formy, grupa nagrała najlepszy album od niemal dwóch dekad. Na This Mirror Weighs a Ton znów słychać energię, finezję i tajemnicę, które kiedyś stanowiły o wyjątkowości tego zespołu.
Cofnijmy się jednak do 2010 roku. Tuż po nagraniu czwartej płyty, ze składu Interpolu odszedł Carlos Dengler, który jak się okazało, był kimś znacznie więcej niż basistą. Na El Pintor i Marauder, dwóch kolejnych płytach grupy, zdecydowanie brakowało jego partii - tych charakterystycznych wędrówek po gryfie, które dodawały w piosenkach kolejną warstwę melodyczną, a czasem, szczególnie w wydłużonych outro, fantastycznie przełamywały utwór. Było tak zarówno w singlach - fenomenalnych PDA i Slow Hands - jak i utworach drugoplanowych, takich jak Public Pervert.
No właśnie. Po jego odejściu zespół w magiczny sposób przestał komponować utwory w stylu Leif Erikson, A Time to Be Small czy The Lighthouse. To zupełnie nieszablonowe gitarowe numery, w których kryje się jakaś tajemnica i dzięki którym Interpol był tak unikatowym zjawiskiem.
Wokalista Paul Banks, który w studiu przejął obowiązki basisty, nie poradził sobie z tym zadaniem zbyt dobrze. Słychać to szczególnie na poprzedniej płycie The Other Side of Make-Believe z 2022 roku, przez którą ciężko przebrnąć. Takie numery, jak Fables, Mr. Credit czy Greenwich, są całkowicie wyprane z jakichkolwiek interesujących momentów. Gdzie podziała się ta finezja kompozycyjna znana z wcześniejszych płyt? 178. miejsce na liście Billboard 200 mówi samo za siebie.
I już prawie straciłem nadzieję na powrót Interpolu do formy sprzed lat. Przyszedł jednak 2026 rok i w NME pojawił się obszerny wywiad z Paulem Banksem, w którym wokalista szczegółowo opowiedział o nowej płycie zespołu zatytułowanej This Mirror Weighs a Ton.
Poza oczywistościami w stylu to nasz najważniejszy album, muzyk porównał nowe piosenki do twórczości Massive Attack, jednocześnie zapewniając, że czeka nas mocny gitarowy album z dużą liczbą zabójczych outro. Przy okazji potwierdził, że klawiszowiec Brandon Curtis i basista Brad Truax, od 15 lat grający z zespołem na koncertach, oficjalnie dołączyli do jego składu. Co więcej, Brad sam skomponował partie basu i nagrał je na nową płytę.
I tutaj warto się zatrzymać. Kiedy podczas koncertu Interpolu w Krakowie, w 2023 roku, zobaczyłem, jak Brad nie tylko gra identycznie jak Carlos D., lecz także przyjmuje jego charakterystyczne pozy, wydało mi się to zabawne. Byłem jednak ciekawy, jak poradziłby sobie w studiu. No i muszę przyznać, że Brad stosując zasadę fake it till you make it, zagrał na This Mirror Weighs a Ton zaskakująco dobrze. W kilku momentach myślałem, że to Carlos D. wrócił do składu.
Tak było chociażby w promującym płytę See Out Loud. To typowy dynamiczny singiel Interpolu w stylu The Heinrich Maneuver, ale zagrany z taką lekkością i energią, jakich nie było w tym zespole od dawna. Dodatkowo w okolicach drugiej minuty słyszymy głos gitarzysty Daniela Kesslera, który powinien śpiewać zdecydowanie częściej - znakomicie dopełnia wokal Paula. Z podobną mocą uderzają znany już z koncertów Wings On Fire i Wake Up - jeden z ciekawszych utworów na płycie, nasuwający skojarzenia z C’mere.
Jeśli chodzi o zapowiadane inspiracje Massive Attack, to doszukałem się ich jedynie w utworze tytułowym, który otwiera album. Beat przywodzący na myśl Teardrop powoli prowadzi ten numer, a Paul w tekście przypomina, że nadal jest w formie jeśli chodzi o portretowanie człowieka zagubionego we współczesnym świecie (Fade in symphonic / Like the phone that's dialing / Alone again). Podobnych momentów, przy których pokiwałem głową z uznaniem, jest na tej płycie więcej, w tym fenomenalny, oparty na pianinie Enemy, w którym wokal Paula uzupełniają chórki jego żony, Juliet Seger-Banks, oraz Iron City – kolejna po NYC i Next Exit laurka dla Nowego Jorku.
Zespół znacznie lepiej wywiązała się z obietnicy dotyczącej killer outros, które były wizytówką wielu utworów z debiutu i Antics, a z których zespół z czasem niemal zupełnie zrezygnował. Potężnie brzmiący bas i towarzysząca mu sekcja smyczkowa w Ever the Actor czy Bird and The Serpent zahaczające o geniusz A Time to Be Small - do piosenek Interpol zdecydowanie wróciła tajemnica.
Zastanawiam się, co takiego wydarzyło się w tym zespole, że znów zaczął grać odważnie? Może posłużył mu powrót do Nowego Jorku, gdzie odbyła się sesja nagraniowa? A może to zasługa producenta Andrew Wyatta, który w ostatnich latach równie udanie nie tyle wskrzesił, co w zasadzie zbudował od podstaw solową karierę Liama Gallahera? Cokolwiek to było, zespołowi udało się stworzyć kolejny ważny album, który obok debiutu i Antics będzie istotnym punktem odniesienia w ich karierze.
Dodaj swoją opinię
Ładowanie komentarzy...