Strona główna/Recenzje/Aldous Harding - Train on the Island
Aldous Harding - Train on the Island
9

Recenzja płyty

Aldous Harding

Train on the Island

18 lipca 2026Marcin Bieniek

Płyta, do której wracam w tym roku najczęściej.

Kiedy w 2019 roku po raz pierwszy usłyszałem pochodzącą z Nowej Zelandii Aldous Harding, pomyślałem, że brzmi jak Stereolab grający folkowe piosenki. Artystka wydała wówczas nakładem 4AD swój trzeci album, zatytułowany Designer. Podobieństwo jej głosu do wokalu Lætiti Sadier, szczególnie w takich utworach jak Fixed Picture czy Zoo Eyes, było bardzo wyraźne. 


Harding miała jednak jeszcze coś, co mnie zaintrygowało - niezwykły talent do pisania piosenek. Już wtedy było słychać, że jest songwriterką obdarzoną wyjątkową wyobraźnią. Na Designer interesowały ją jeszcze zwrotki i refreny, ale już na wydanym trzy lata później albumie Warm Chris poszła w stronę utworów jednocześnie bogato zaaranżowanych i intymnych.


Train on the Island, najnowsze wydawnictwo Aldous Harding, to materiał nagrany w walijskim studiu Rockfield, ponownie pod okiem Johna Parisha, znanego także z wieloletniej współpracy z PJ Harvey. Parish nie jest specjalistą od rewolucji w brzmieniu. Słychać to na płytach Polly Jean i nie inaczej jest na nowym krążku Harding - to płyta na której artystka poszła delikatnie o krok dalej, pojawia się więcej elektroniki i zapętlone beaty, ale nie jest to zmiana radykalna. Co innego sprawia, że wracam do tego albumu regularnie.


Harding, która w teledyskach i na scenie kreuje wizerunek artystki awangardowej i ekspresyjnej, nagrała płytę przepełnioną spokojem i subtelną nastrojowością. I choć teksty opowiadają o samotności i zmaganiu się ze sobą (I hate my perception, but the medication slow my mind), to na mnie ten album działa jak wspomniany w tekście lek, który spowalnia rozbiegane myśli. Train on the Island dołączył do wąskiego grona płyt, których słucham za każdym razem gdy muszę odnaleźć wewnętrzny balans.


Z pewnością pomaga tutaj fakt, że album zanurzony jest w melancholijnym klimacie - od otwierającego płytę I Ate The Most, w którym pobrzmiewają echa dream popu spod znaku Air, przez senne Worms, po utwór zbudowany wokół intrygującego groove’u That Am I Gonna Do?. W singlowym One Stop artystka bawi się formą piosenki, opierając utwór na dynamicznym motywie fortepianowym, by w finale przejść do spokojnej cody w klimacie Kate Bush. Ciekawym urozmaiceniem okazuje się pojawiająca się w połowie albumu gitarowa ballada Venus in the Zinna, zaśpiewana w duecie z H. Hawklinem - ich głosy fenomenalnie się uzupełniają. 


Train on the Island zamiast epatować ekscentrycznością, pozwala wybrzmieć emocjom ukrytym pod powierzchnią tych piosenek. I być może dlatego działa na mnie tak dobrze. 

Dodaj swoją opinię

Twoja ocena

Ładowanie komentarzy...

Jeszcze
więcej
muzyki

Relacje wideo z koncertów, najnowsze single i premiery płytowe, konkursy - to wszystko znajdziesz na naszym profilu na Instagramie.

zajrzyj na Instagram