Ostatnie płyty Paula McCartneya nie porywały mnie szczególnie, ale do tej zachęciły mnie dwie rzeczy. Po pierwsze - świetny singiel Days We Left Behind, który ma w sobie tyle samo uroku co Blackbird The Beatles. Po drugie - wywiad z Paulem, na który trafiłem w Trójce, w którym muzyk opowiadał o genezie nowego krążka.
The Boys of Dungeon Lane to album, na którym Mccartney wraca do wspomnień z powojennego Liverpoolu, do czasów jeszcze sprzed założenia The Beatles. Byłem w lekkim szoku z jaką pasją i dbałością o szczegóły opowiada o tamtym czasie. Szczególnie ujęła mnie opowieść o piosence Salesman Saint, poświęconej rodzicom Paula, w której pod koniec pojawia się fragment jazzowego utworu z lat 50. (jego ojciec grał w zespole jazzowym).
Gdyby The Boys of Dungeon Lane miał być ostatnim albumem McCartneya, to byłoby to jedno z najpiękniejszych pożegnań w historii. Osiemdziesięcioczteroletni muzyk, działający od końca lat 50. i mający na koncie ponad czterdzieści płyt, nagrał album dorównujący najlepszym albumom w jego dyskografii. W otwierającym płytę świetnym utworze As You Lie There daje z siebie sto procent, krzycząc równie ekspresyjnie co w Helter Skelter, które nagrywał, mając 26 lat.
Ten album przypomina przede wszystkim jak świetnym kompozytorem jest McCartney. Lost Horizon, Ripples in a Pond czy zwykły akustyczny numer Down South - każdy z nich zachwyca melodiami poupychanymi w zwrotkach i refrenach. Wisienką na torcie jest utwór Home to Us nagrany wspólnie z Ringo Starrem. Piękna klamra blisko 70-letniej kariery, której Ringo i The Beatles byli ważną częścią.
Jedyny zarzut jaki można postawić temu albumowi, dotyczy przeciętnej produkcja Andrew Watta. Z jednej strony można się było tego spodziewać - w ostatnich latach często brał na warsztat nowe płyty legend (Hackney Diamonds The Rolling Stones, Patient Number 9 Ozzy’ego) i jeśli już czymś zaskakiwał to nadmierną kompresją i plastikowym brzmieniem bębnów. Tutaj niestety jest podobnie, ale jeśli przymkniemy na to oko, zostaną nam po prostu świetne piosenki Paula.
Jeśli chodzi o dysgrafię McCartneya wydaną w tym wieku, to pod kątem produkcji najlepiej wypadł Chaos and Creation in the Backyard, zrealizowany wspólnie z Nigelem Godrichem, nazywany czasem szóstym członkiem Radiohead. Pełno na tej płycie drobnych smaczków, które nadają jej charakteru. Jednak jeśli chodzi o piosenki, The Boys of Dungeon Lane to zdecydowanie najlepszy album, jaki Paul McCartney wydał w XXI wieku.
Dodaj swoją opinię
Ładowanie komentarzy...