Dove Ellis w Dublinie

Muzyk wydał jeden z ciekawszych debiutów 2025 roku. Jak wypadł na żywo?

Miasto niespodzianka


Dublin okazał się świetnym miejscem na koncertowy wypad. Do tej pory zdarzało mi się jeździć do Berlina czy Londynu, ale jak każda wielka stolica, miasta te bywają przytłaczające. Dublin jest kameralny, niezatłoczony, pełno tutaj sklepów z winylami i zakątów związanych z muzyką. 


Droga z lotniska, na którym przywitały mnie wielkie zdjęcia U2 i innych irlandzkich gwiazd, do centrum miasta zajęła jakieś pół godziny. Po wyjściu z autobusu na losowym przystanku od razu wpadłem w ramiona The Workmans Club, kameralnej sali na 200 osób, w której próbę przed swoim wieczornym koncertem grał akurat Dove Ellis. 


To popularne miejsce w którym swoje pierwsze koncerty grało wielu znanych artystów, w tym Fontaines D.C. Za ścianą sąsiaduje z hotelem Clarence - do niedawna należącego do muzyków U2, którym zdarzało się grać koncerty na jego dachu. 

Dove Ellis w Dublinie

Zupełnie nowy artysta


Tego wieczoru Dove Ellis też zaliczył tutaj poważny debiut. Muzyk pochodzący z Irlandii (aktualnie rezydujący w Manchesterze) 18 i 19 maja zagrał tutaj swoje pierwsze dwa samodzielne koncerty w Dublinie. Pierwszy z nich wyprzedał się w jakieś dwa tygodnie, drugi w kilka sekund (wiem bo sam próbowałem zdobyć na niego bilety). 


No i nie wiem czy, to przez ten debiut, czy fakt, że na koncercie usłyszeliśmy kilka nowych piosenek, ale Dove Ellis wyszedł na scenę wyraźnie zestresowany. Na początek zagrał premierowy utwór The Royal Brown Hole, w którym zamienił gitarę elektryczną na basową. To ciekawie rozwijający się numer w klimacie Jeffa Buckley’a, z pięknym motywem granym na skrzypcach, który pokazał, że drugi album Ellisa będzie sporą niespodzianką. 


No właśnie. Idąc na ten koncert miałem w pamięci płytę Blizzard, którą zachwalałem jakiś czas temu w recenzji. Sprawdziłem wcześniej też kilka nagrań koncertowych muzyka, m.in. z trasy po USA w trakcie której Dove supportował Geese. I muszę przyznać, że 19 maja zobaczyłem w Dublinie zupełnie innego artystę. Bardziej dojrzałego, który w 2026 roku jest już w zupełnie innym miejscu. Jego nowe utwory wypadły niezwykle interesująco. Są znacznie bardziej złożone i eksperymentalne. 


Oczywiście w trakcie koncertu piosenki znane z Blizzard dominowały. W drugim zagranym tego wieczoru utworze Pale Song, do Ellisa dołączył chór indie dzieciaków wypełniających klub i cały stres wyraźnie z muzyka szedł. Nie zabrakło singli To the Sandals i odśpiewanego chóralnie Love Is - to zdecydowanie jego wielki koncertowy przebój. Z utworów mniej oczywistych odkryłem na nowo Heaven Has No Wings i Feathers, Cash - oba numery na żywo wypadły rewelacyjnie. 


Nowa fala 


Sporym zaskoczeniem był też supportujący gwiazdę wieczoru zespół Existing Conditions. Niestety ciężko było znaleźć jakąkolwiek informację na ich temat w internecie. Analizując dostępne zdjęcia grupy, podziewałem się akustycznego solowego występu. Tymczasem na małej klubowej scenie pojawiło się osiem osób, w tym 4-osobowa sekcja dęta. Całość przypominała popową wersję Black Country, New Road. Chciałem po koncercie kupić ich płytę, ale zespół jest jeszcze przed wydaniem pierwszego singla. 

Co o tym sądzisz?

Ładowanie komentarzy...

Jeszcze
więcej
muzyki

Relacje wideo z koncertów, najnowsze single i premiery płytowe, konkursy - to wszystko znajdziesz na naszym profilu na Instagramie.

zajrzyj na Instagram